You are currently browsing Teresa's articles.
Rozkosz bez szczęścia nie jest żadną rozkoszą. Co to za przyjemność, kiedy dostajemy najpierw otoczkę, jakiś schemat, zeszmacony płaszcz, który początkowo wydaje się nam eleganckim futrem, a potem nagle, z wielką dozą nieporadności i nieznośności – zostajemy wpakowani w jego głąb, który choć ciepły i przyjemny, uderzający i rozpalający, to jest sobą w tym wymiarze i znaczeniu tylko przypadkowo. To takie jabłko z robakiem w środku. Zakazany owoc przegniły i trujący. Można sobie na nim połamać zęby, by potem stanęły kością w gardle.
Chcę tylko ust, skroni, tych miękkich fragmentów skóry w połączeniu między ramieniem a przedramieniem, chrząstki za uchem, łuku brwiowego i cierpkiego zarostu Tomasza.
Nie chcę jabłka Adama.
Początki zawsze są takie same – boli, jak cholera i ma się ochotę krzyczeć w poczuciu obcości, niezrozumienia, braku zaufania i innych tego typu eskalacji duszy wystawionej na szwank czegoś zupełnie nowego, co ma zagwarantować ujście i dojście, w myśl złotej zasady “coś się kończy, coś się zaczyna”.
Ale co jeśli przyjdzie któregoś razu początek inny od wszystkich? Taki, który nie będzie dobijał się do drzwi, wsiąkał pod powieki, rozrywał z niemą rozkoszą klatkę piersiową i kopulował z lękami rodząc przy tym myśli niepewne, nieznośne i obce? Co jeśli wydarzy się coś takiego, co sprawi, że od pierwszej chwili oddam się temu wszystkiemu bez szemrania i pozwolę prowadzić się za rękę, choć ręka od tego przecież jest, by sama doprowadzać. Z braku laku.
Czasami może warto po prostu zaufać, oddać się, nie myśleć, nie czuć, tylko płynąć z prądem. Ostro i nieznośnie.

Najnowsze komentarze