Kiedy nie publikujemy postów – to znaczy, że się w tym momencie kochamy. Wybaczcie…

Zaaplikowałem sobie w ostatnich dniach kilka prostych, nostalgicznych czynności.

Wciąż uważam, że mężczyźni mają skorupę, pancerz, który chroni przed egzaltacją, uczuciami po prostu. Stąd te wojny, wybić jak najwięcej innych, żeby nasze kompleksy i niedoskonałości, kobiety chętniej wybaczały. Mniej nas, większa szansa na powodzenie, prawa rynku, prawa kariery, prawa miłości pewnie też. Ten pancerz, jak zresztą każdy, można zerwać z człowieka, ale wtedy jesteśmy bezbronnie nijacy. Niewystarczające są gesty, nie ma nad czym się zastanawiać. Przemijamy, jak też wszystko co jest z nami związane. Taka odwlekana porażka. Im dłużej odcinamy się od siebie w pełnej okazałości, tym dłużej mamy szansę na powodzenie. Tak do niedawna myślałem…

Teraz po przełamaniu, związanym z Teresą, myślę inaczej. Należy żyć bez ograniczeń. Dać siebie w 100%. Każda przywara umacnia, każda neuroza przybliża, każda łza cementuje. To walka o swobodę i zrzucenie masek, rola podwórkowego amanta już mi nie odpowiada, chcę sprzedawać siebie i móc być za to kochanym. Nie spinam się drobnostkami, nie kalkuluję, nie podliczam, nie obstawiam, robi to za mnie temperament i intuicja. Mam szansę, dzięki temu, lepiej poznać samego siebie. Przeszłość nie jest czymś, co mnie cieszy, uczyłem radości innych, pancerz nie pozwalał, żeby sam jej zaznał. Teraz jest inaczej. I to jest ważne.

Wrócę do tych czynności. Skupiam się na pomocy Teresie, chcę by się dobrze czuła, mieszkamy znowu w mieście, epizod z folwarkiem na wsi nam nie wyszedł. Pomagam przy drobnych domowych obowiązkach. Zdjęcia, przeglądam je, myślę jak była wtedy zmęczona tym moim pancerzem, jak ją krzywdziłem, ale też wiem, że to się może zmienić i pracuję nad tym. Cieszy mnie również zwykła praca, bez fajerwerków i seksownych sekretarek, radzę sobie bez tego.

Mamy drugą szansę, którą musimy wykorzystać.

Rozkosz bez szczęścia nie jest żadną rozkoszą. Co to za przyjemność, kiedy dostajemy najpierw otoczkę, jakiś schemat, zeszmacony płaszcz, który początkowo wydaje się nam eleganckim futrem, a potem nagle, z wielką dozą nieporadności i nieznośności – zostajemy wpakowani w jego głąb, który choć ciepły i przyjemny, uderzający i rozpalający, to jest sobą w tym wymiarze i znaczeniu tylko przypadkowo. To takie jabłko z robakiem w środku. Zakazany owoc przegniły i trujący. Można sobie na nim połamać zęby, by potem stanęły kością w gardle.

Chcę tylko ust, skroni, tych miękkich fragmentów skóry w połączeniu między ramieniem a przedramieniem, chrząstki za uchem, łuku brwiowego i cierpkiego zarostu Tomasza.

Nie chcę jabłka Adama.

Kiedy w życiu doświadczyłem już nieco różnych uciech, poczułem smak kobiet i wilgoć ich łez, uderzyło we mnie dziwnie obce uczucie. Tamto było jak letarg, chciałem się z niego wyrwać, szukałem okazji ku temu, nie byłem cynikiem. Miłość mężczyzny to survival, trzeba utorować sobie drogę, żeby puścić się w poważne relacje. Tak, filtrowałem słowa, wyżynałem prawdy, wierciłem w świadomości, przeważnie swojej, ale teraz…

Nie wiem, to jakby wybrało mnie, zużytego do szczętu. To jak druga szansa, jak powrót w marzenia, że istnieje szczerość. Jestem jakby manekinem, który ma szansę na ciało z krwi i kości. Po prostu mam szansę zapomnieć o przeszłości. Tak chciałbym się skupić na tym co teraz, tak bardzo bym chciał walczyć o to, co się rodzi.

Do tej pory zawsze psułem, byłem agresorem, teraz jestem dumny, że mogę być ujarzmiony. Chcę się poddać tej innej relacji. Tkwi w niej moc, tkwię w niej jako nowy ja. Tylko zapomnieć i skupić się na teraz. A żyję z kimś wyjątkowym.

Początki zawsze są takie same – boli, jak cholera i ma się ochotę krzyczeć w poczuciu obcości, niezrozumienia, braku zaufania i innych tego typu eskalacji duszy wystawionej na szwank czegoś zupełnie nowego, co ma zagwarantować ujście i dojście, w myśl złotej zasady “coś się kończy, coś się zaczyna”.

Ale co jeśli przyjdzie któregoś razu początek inny od wszystkich?  Taki, który nie będzie dobijał się do drzwi, wsiąkał pod powieki, rozrywał z niemą rozkoszą klatkę piersiową i kopulował z lękami rodząc przy tym myśli niepewne, nieznośne i obce?  Co jeśli wydarzy się coś takiego, co sprawi, że od pierwszej chwili oddam się temu wszystkiemu bez szemrania i pozwolę prowadzić się za rękę, choć ręka od tego przecież jest, by sama doprowadzać.  Z braku laku.

Czasami może warto po prostu zaufać, oddać się, nie myśleć, nie czuć, tylko płynąć z prądem. Ostro i nieznośnie.

Najpopularniejsze wpisy

  • Brak

Odwiedziny

  • 149 wejść

Najnowsze komentarze

Mag on Pancerz
lunetarius on Inna relacja

Kalendarium

Styczeń 2012
P W Ś C P S N
« maj    
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031  

Archiwa

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.